niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 1 Strata,Nadzieja,Porzucenie

Tego wspaniałego dnia pogoda była niesamowicie bardzo piękna ptaszki ćwierkały a z oddali było już widać karocę zaś tej karocy znajdowała się bardzo bogata rodzina gdy nagle ptaki przestały śpiewać i nadeszła niespodziewana burza dziewczynka w strachu przytuliła się do swojej rodzicielki 
-Mamusiu boje się powiedziała. W oczach dziewczynki widać był wyraźny strach młoda kobieta zerknęła na swoją pociechę i dodała
-Nic się nie bój skarbie.- Nagle woźnica stracił kontrolę na zwierzęciem
-Stój.- Powiedział woźnica niestety zwierze było tak przestraszone że dalej biegło kobietę to zaniepokoiło
-Czemu tak szybko jedziemy!.- krzyknął zaniepokojony młody męźczyzna
-Nie mogę uspokoić konia.- rzekł lekko zdenerwowany woźnica nagle błyskawica uszkodziła kawałek gruntu i karoca wpadła w przepaść słychać było tylko krzyki ale po chwili krzyki ucichły a z karoty zostały resztki obok resztek karoty był ciała woźnicy,młodej kobiety,młodego mężczyzny i małej dziewczynki minęło kilka minut gdy przebudziła się mała dziewczyna:
-Mamusiu. - rzekła przerażona dziewczynka na ciele swojej rodzicielki
-Mamusiu. - rzekła już ze łzami w oczach
-powiedź coś Mamusiu proszę odezwij się do mnie. - zaczęła płakać mówiąc,te słowa dziewczynka podbiegła do młodego mężczyzny krzycząc:
-Tatusiu,Mamusia jest ranna potrzebuje pomocy. Lecz mężczyzna nic nie odpowiedział leżąc ranny w głowę dziewczynka zaczęła szturchać młodego mężczyznę lecz nic nie pomagało.
-Mamusiu Tatusiu proszę was odpowiedzcie mi. - krzyknęła nagłos mała dziewczynka nie wiedziała co ma robić więc cichutko popłakując usiadła na stercie kamieni i czekała po jakimiś czasie usłyszała dziwne szmery dziewczynka o czekoladowych oczach otarła łzy i zaczęła bacznie się przesłuchiwać po chwili zauważyła w ciemności czerwone oczy.
-Przepraszam kim jesteście? przyszliście mi pomóc?. - Blond włosa zbliżyła się niepewnie ale jedynie co usłyszała to tylko groźne warczenie dziewczynkę ogarnął mocny strach i zaczęła cofać się kilka kroków po chwili z ciemności wyłoniło się stado dzikich wilków przygotowane do gonitwy na dziewczynkę
dziewczynka zaczęła uciekać ale stado głodnych wilków zaczęło ją gonić nagle dziewczynka upadła na ziemie po chwili wstała i zaczęła rzucać kamykami w stado
-Zostawcie mnie. - powiedziała przerażona gdy nie miała już nic pod ręką by odgonić stada zamknęła oczy i czekając na ból ugryzienia którego się nie doczekała usłyszała jak stado wilków piszczy otworzyła oczy i zobaczyła mężczyznę w pelerynie o brązowych włosach i czarnych oczach dziewczynka była pod wrażeniem tego czynu mimo to że mężczyzna nie wyglądał dość przyjaźnie:
-Co taka mała dziewczynka jak ty robi w takim niebezpiecznym kanionie.- spytał nieznajomy jej mężczyzna
-No bo bo.- ja jej oczy zaczęły wypełniać się łzami brązowowłosy mężczyzna zobaczył jak w oczach dziewczynki wypełniają się łzy
-T-tylko nie płacz. - zaczął zakłopotany
-P-Pomożesz moim rodzicom.- spytała niepewnie mężczyzna spojrzał na parę która leżała obok siebie podszedł do nich badając im puls
-Przykro mi nic się już nie da zrobić. - zerknął na dziewczynkę gdy tak przyglądał się dziewczynce zobaczył jak wytwarza magiczny krąg mężczyzna postanowił że nie zostawi tą małą zagubioną owieczkę
-Jak ci na imię?.- klęknął na jedno kolano przed dziewczynką
dziewczynka trzymając swoje małe rączki jednocześnie popłakując
-L-lucy. - Odpowiedziała
-W porządku Lucy .Ja jestem Gildarts zabiorę cię stąd w bezpieczne miejsce.- uśmiechnął się do dziewczynki
mała blondynka spojrzała na uśmiechniętego mężczyznę nie wiedząc co zrobić więc ruszyła za czarnookim gdy szli w ciszy tę ciszę postanowił przerwać Clive.
-Więc Lucy słyszałaś kiedyś o magach.
-Nie odpowiedziała krótko. - Clive był zdziwiony odpowiedzią
-Więc może powiesz mi kim jest mag.- spytała z ciekawością dziewczynka. Brązowowłosy Clive zaczął jej opowiadać kim jest mag i czym ogólnie się zajmuje opowiedział jej również o gildzie gdzie wszyscy magowie się zbierają i grupują dziewczynce najwyraźniej to zaimponowało ponieważ było widać to w jej oczach.
-Gildratsie czy ty też jesteś magiem?.- spytała
-Jasne.- odpowiedział z uśmiechem na twarzy
-I ty również.- Dodał dziewczynka nie dowierzała w słowa Clive
-Naprawdę a skąd to wiesz?.
-Po 1. widziałem jak formowałaś krąg magiczny. A po 2.każdy mag wyczuje magiczną moc w twoim przypadku masz silną moc magiczną twoi rodzice byli magami.- spytał Clive
-N-Nie mam pojęcia.- powiedziała niepewnie dziewczynka i posmutniała Clive'owi zrobiło się trochę głupio nie powinien wspominać dziewczynce o rodzicach
-Wiesz mogę cię trenować byś opanowała swoją magiczną moc.- Dodał Cllive.
-Naprawdę?.- Na młodej twarzy przyszłego maga pojawił się zachwyt.
-Oczywiście i na pewno będziesz zachwycona dołączając do gildii Fairy tail.- Uśmiechnął się Clive.

Kilka miesięcy później mała Heartfilia stała się najmłodszą członkinią Gildii trenując razem z Gildratsem poznała swoją magię i opanowała swoją moc a chodząc z nim na misje między nimi powstała bardzo silna więź Mistrz zlecił Gildratsowi specjalne zadanie tylko dla niego więc nie mógł zabrać małej Heartfilii
tego dnia blond włosa poznała małą ciemnowłosą dziewczynkę
blondynka postanowiła się przywitać
-Cześć jestem Lucy.- Uśmiechnęła się
-Miło mi Lucy jestem Cana Cana Alberona.- Przedstawiając się odwzajemniła jej uśmiech.
 I zaczęły sobie rozmawiać dowiadując się o sobie coraz to więcej nagle mała blond włosa zauważyła że Clive gdzieś wychodzi.
-Gildarts idziesz na misje pójdę z tobą.- Powiedziała stanowczo Clive nie wiedział czy powiedzieć dziewczynce prawdę czy raczej nie ale po chwili Clive wziął ze sobą dziewczynkę.

Kilka godzin później mała Heartfilia spała w pociągu ponieważ byli już na miejscu Clive postanowił ją wziąć na ręce i zanieść do miejsca gdzie zajmą się dziewczynką po jakimś czasie Clive dotarł na miejsce z dziewczynką która spała po jakimś czasie dziewczynka przebudziła się w nieznanym jej pokoju blondynka jak oparzona zbiegła ze schodów i zauważyła jak Clive się oddala już miała za nim pobiedź gdy zatrzymała ją para nie znanych jej osób dziewczynka zaczęła wołać.
-Gildarts!.- wołała tak nie ubłagalnie ze łzami w oczach jej ręka próbowała dosięgnąć mężczyzny.

2 komentarze:

  1. Fajnie się zaczyna :D Zwracaj uwagę na interpunkcje :P Idę czytać dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. uhuhu ciesze sie z nowego bloga nalu :DD

    OdpowiedzUsuń